Podsumowanie ostatnich miesięcy [dużo zdjęć]

Podsumowanie ostatnich miesięcy [dużo zdjęć]

Ciężko mi uwierzyć, że w końcu udało mi się znaleźć chwilkę na napisanie tych paru słów. Ostatni raz odzywałam się do Was z okazji moich 24 urodzin, prawie 3 miesiące temu. W tym czasie wydarzyło się u mnie wiele rzeczy, pięknych i dobrych ale także sporo tych trudniejszych. Nie przedłużając, zapraszam Was na podsumowanie ostatnich miesięcy.

Prawda jest taka, że ostatnie miesiące zlały mi się trochę w jedną całość. Zdecydowaną większość czasu zajmowała mi nowa praca. Codziennie spędzam w mniej minimum 9 godzin, co po dodaniu (na szczęście niewielkiego) czasu na dojazdy sprawia, że codziennie ok. 10 h przebywam poza domem. Praca zmianowa, która jest dla mnie nowym doświadczeniem dodatkowo utrudnia mi organizację codziennego życia. W zależności od tygodnia chodzę do pracy na 7,8,9 lub 10. Choć każda z tych zmian ma jakieś plusy to jednak wolałabym mieć stały rozkład w przeciągu tygodnia. Na szczęście moi koledzy zespołu podzielają moje zdanie, więc może od października uda nam się lepiej ustalić bardziej „stałe” godziny pracy.

Mimo tych niedogodności cieszę się ze zmiany. Czuję, że bardzo szybko się rozwijam, zwłaszcza na polu językowym. Pracuję po włosku, i mimo że nadal robię sporo błędów, koledzy z zespołu, rodowici Włosi często dają mi wskazówki co poprawić.  W pracy nie ma mowy o nudzie i czas mija bardzo szybko. Jednak największym plusem nowej pracy jest świetny, międzynarodowy zespół. Zorganizowałam kilka wyjazdów i wyjść dla zespołu, zgraliśmy się i teraz bardzo dobrze nam się pracuje.

Duża aktywność na polu zawodowym niestety negatywnie odbiła się na naszym małżeństwie. Ostatnie kilka tygodni zmagaliśmy się z kryzysem. Mam nadzieję że on już za nami. Mimo, że ten czas był dla mnie bardzo ciężki, to jednak zaowocował masą wniosków i przemyśleń. Musiałam ułożyć sobie kilka rzeczy w głowie i po raz kolejny zdefiniować swoje priorytety. Myślę, że niedługo (mam nadzieję że w najbliższej dekadzie ;)) przygotuję wpis o roboczym tytule „jak pracować w korpo i przeżyć”, a na razie zajmijmy się podsumowaniem ostatnich miesięcy.

Jedzenie

Ostatnie miesiące to naprawdę dużo dobrego jedzenia. Fakt, że nie odżywialiśmy się tak zdrowo, jak bym tego chciała, ale za to pysznie i różnorodnie.

Urodzinowa Pavlova

W tym roku moja Babcia przygotowała dla mnie ten pyszny deser. Pierwszy raz w życiu go jadłam i jak przystało na miłośniczkę bez, wpisałam na listę moich ulubionych. 

Wiosenne przysmaki

Mam to szczęście, że moje biuro znajduje się tuż koło placu, na którym można dostać mnóstwo świeżych warzyw i owoców. Godzinna przerwa obiadowa, oprócz wielu wad, ma tę zaletę, że w ciągu dnia można wybrać się na zakupy. Dzięki temu objadamy się sezonowymi pysznościami, które nie mają sobie równych. 

   

Truskawki to mój największy przysmak, czereśnie w tym roku wyjątkowo się udały, borówki to niebo w gębie, zaś takie wiosenne śniadania mogłabym jeść codziennie. Hitem lata są dla mnie maliny, jedzone zarówno na surowo – prosto z koszyczka, jak i w daniach nieco bardziej obiadowych. Moim wielkim przysmakiem jest omlet z owocami, oraz odkrycie tego roku kakaowe naleśniki, które zaczęła robić moja Babcia.

 

Nowe smaki – Hiszpania

Moi znajomi z pracy zainspirowali mnie aby skosztować Hiszpańskiego jedzenia. Okazja się nadarzyła, przy okazji meczu Hiszpania – Rosja. W parku food-trucków na Kazimierzu, pokazali mi Hiszpański zakątek. Ciekawostka jest taka, że restauracja prowadzona jest przez Hiszpana, który pracował u nas w firmie, i rzucił pracę w korporacji, na rzecz pasji do gotowania. Muszę przyznać, że było naprawdę wybornie. Paella jak marzenie!

 

Nowe smaki – Meksyk

W tym przypadku zainspirowała mnie moja siostra. Było smacznie, jednak mimo, że wybrałam najłagodniejszą opcję, było dla mnie zdecydowanie za ostro.

Nowe smaki – Gruzja

Na koniec coś z innej strony Europy. Z okazji urodzin wybrałam się z Przyjaciółką na Gruzińskie jedzenie. Tu nie zawiodłam się ani trochę. Po prostu pyszności.

Może nie ma się czym chwalić – ale fast food

Przyznaję, że nie ma się czym chwalić, ale kilka razy pofolgowaliśmy sobie w Burger Kingu i innych fast foodach. Oczywiście co za dużo, to nie zdrowo, ale myślę że obronę magistra należało odpowiednio uczcić 🙂

Wydarzenia

Obrona pracy magisterskiej

Dla mnie absolutny nr 1. 11 czerwca zostałam magistrem mechatroniki i z oceną 5.0 na dyplomie skończyłam studia. Co czuję? Przede wszystkim ulgę, że nareszcie to za mną. Studia zaoczne i praca na cały etat nie należą do najłatwiejszych. Czuję ogromną wdzięczność mojemu Ukochanemu Programiście. Gdyby nie on, to pewnie męczyłabym się z tą obroną do 30-tki. Zmotywował, pomógł i sprawdził wszystko co trzeba. Poniżej, średniej jakości zdjęcie z moim modelem.

 

Wystawa makiet kolejowych

W pewną niedzielę, wybraliśmy się z Mężem na wystawę makiet kolejowych do Muzeum Inżynierii Miejskiej. Bardzo mi się podobały miniaturowe pociągi, oraz idealnie dopracowane makiety, doskonale oddające rzeczywistość. Co ciekawe, modelarze połączyli swoje makiety, tworząc jeden, ogromy kolejowy mikrosystem.

 

80-te urodziny Babci Ukochanego Programisty

W lipcu, świętowaliśmy hucznie 80-te urodziny Babci mojego Męża. Zjechała się cała, naprawdę spora rodzina, i w pięknych okolicznościach przyrody bawiliśmy się na ogrodowym przyjęciu. Był to naprawdę miły, rodzinny dzień. Świętowanie zaczęliśmy Mszą Świętą, następnie zjedliśmy obiad i tort, rozegraliśmy kilka meczy siatkówki a na koniec urządzliśmy grilla. Było świetnie 🙂

Nowa Praca i rozpoczęcie projektu

Jak już jesteśmy przy tortach, to nie może zabraknąć przepysznego tortu, z okazji oficjalnego rozpoczęcia naszego projektu. Nie pamiętam nazwy tego tortu, ale był najlepszym jaki jadłam w moim życiu. Jak przystało na Party Managera zaproponowałam, aby wszyscy ubrali się w nasze „firmowe” kolory. Muszę przyznać, że naprawdę fajnie to wyszło. Jak to na takich uroczystościach bywa, pojawili się dyrektorzy i wygłosili korporacyjne przemówienia. Był także bardzo miły akcent w postaci wręczenia certyfikatu wyróżniającym się pracownikom. Udało mi się zyskać oficjalny tytuł duszy towarzystwa 😉

Komunie w Rodzinie

Ten sezon mieliśmy komunijny, ponieważ aż dwie uroczystości w Rodzinie. Mojej kochanej Chrześnicy w Tyńcu i tydzień później mojego kuzyna. Bardzo piękne i podniosłe wydarzenia i doskonała okazja, żeby się ładnie ubrać.

Podróże nieduże

Przepiękne wiosno-lato sprzyjało mikro-podróżom. Dzięki nim już od kwietnia czułam się „wakacyjne” mimo, że oficjalne wakacje mamy zaplanowane na ostatni tydzień sierpnia. Zachwycam się Polską i cieszę się z wolności jaką mamy. Kilka chwil i decyzja podjęta… Jedziemy na wycieczkę 🙂 Wycieczek było tak wiele, że w sumie trudno mi zachować chronologiczną kolejność… ale spróbuję 😉

Majówkowa wycieczka do Wieliczki

Z powodu kontuzji Ukochanego Programisty nie udało nam się wybrać na tygodniową podróż rowerową w czasie Majówki. Mimo to, miło i owocnie spędziliśmy ten czas. Odwiedziliśmy Wieliczkę, i choć nie byliśmy w kopalni to było naprawdę miło. Zjedliśmy lody, pospacerowaliśmy po parku i byliśmy na Mszy Świętej. Mąż zrobił mi sporo ładnych zdjęć w kapeluszu, które koniecznie chciałabym Wam pokazać.

 

Majówka w Rożnowie i na Starych Wierchach

Kolejne majówkowe dni spędziliśmy z naszymi rodzinami. Najpierw odwiedziliśmy Babcię mojego Męża, która mieszka w cudownym miejscu i ma przepiękny ogród, a następnego dnia, z moją rodziną i znajomymi wybraliśmy się na Stare Wierchy.

Prawda, że sielskie krajobrazy?

Jak chodzi o wycieczkę górską, to za każdym razem utwierdzam się w przekonaniu, że Polska jest cudowna, a góry to moje miejsce.

Rekolekcje Ignacjańskie w Kicznej

Zaraz po majówce spędziłam 3 cudownie dni na rekolekcjach Ignacjańskich. Bardzo potrzebowałam czasu do namysłu, spotkania z Bogiem, pobycia w ciszy. Jestem pewna, że jeszcze tam wrócę, ponieważ jest to jeden z najlepszych możliwych form odpoczynku i formacji duchowej. Polecam każdemu z całego serca.

Do Tyńca na rowerze

To chyba najbardziej typowa rowerowa trasa dla niedzielnych rowerzystów w Krakowie. Jakoś się obawiałam, że będzie tłoczno i ciągle będzie trzeba kogoś wyprzedzać, ale okazało się że moje obawy nie były uzasadnione. Tłoku nie było i szybko przejechaliśmy. Bardzo polecam bo widoki cudowne.

PS. Ta korona na mojej głowie to opactwo Kamedułów na Bielanach.

Na kopiec Kościuszki na rowerze

Kolejna mikro-wycieczka rowerowa na terenie Krakowa. Tym razem wybraliśmy dzień pierwszego meczu Polaków na MS. Wszyscy pełni nadziei zasiedli przed telewizorami, a my rozkoszowaliśmy się Kopcem prawie całym dla nas 🙂

To pozwoliło mi bezkarnie pobawić się na huśtawkach.

Wycieczki do Jaworzna i procesja Bożego Ciała

Jako że Jaworzno to rodzinne miasto mojego Męża, bywamy tam dość często. Tym razem raz trafiliśmy na piknik rodzinny i udało mi się załapać na fotkę z Dinem w wiosce Flinstonów.

Druga wycieczka była związana z Procesją Bożego Ciała w której braliśmy udział. Było naprawdę super 🙂

 

Odwiedziny u Rodziny

Mamy z Mamą i rodzeństwem taką tradycję, że co roku jedziemy na kilka dni do Matki Chrzestnej mojej Mamy. Są to jedne z moich ulubionych wyjazdów, ponieważ spędzamy czas w otoczeniu natury z bardzo ciepłymi i dobrymi osobami. Kocham moją Rodzinę z całego serca. Doceniam różnorodność nas wszystkich i jestem bardzo wdzięczna, że możemy razem spędzać czas. Zawsze wracam o nich naładowana spokojem i dobrą energią. Przy okazji tego wyjazdu, mój kuzyn zrobił mi piękne zdjęcia, które też prezentują śliczne paznokcie, które zrobiła mi koleżanka z pracy.

 

Wyprawa rowerowa do Rabki – Zdrój

To chyba nasza najambitniejsza wyprawa tego lata. Z Krakowa do Rabki, całkiem pod górkę i 80 km. Wyjechaliśmy o 5 rano, żeby uniknąć upałów, i cóż powtórzę się po raz kolejny. Było wspaniale. Uwielbiam rower i cieszę się, że mój Ukochany też to lubi. Nie mamy zbyt wielu wspólnych pasji, ale rower zdecydowanie nas łączy.

 

Jak już dotarliśmy do Rabki, to spędziliśmy miły weekend w towarzystwie mojej rodziny. W niedzielę, razem z Tatą i bratem wybraliśmy się na Luboń aby uczestniczyć we Mszy Świętej. Znów góry mnie zachwyciły, mimo że na Luboniu byłam już co najmniej 50 razy 😉

 

Wycieczki firmowe

Razem ze znajomymi z pracy mieliśmy kilka fajnych wycieczek, jednak niestety nie zrobiłam zbyt wielu zdjęć. Byłam zbyt zajęta dopinaniem wszystkiego na ostatni guzik. Zdecydowanie najlepszą była wyprawa w Pieniny na rower i rafting.

 

Podsumowując…

Jak tak patrzę, na to gdzie byłam, kiedy mnie tu nie było, i ile świetnych rzeczy zrobiłam to myślę sobie, że mam naprawdę wspaniałe życie. Takie podsumowanie wszystkiego w jednym miejscu wiele dla mnie znaczy, ponieważ w ostatnim czasie zmagałam się z poczuciem, że dni przeciekają mi przez palce.

Oczywiście, że w temacie organizacji czasu i produktywności mam jeszcze wiele do nadrobienia, jednak jak chodzi o wykorzystanie ciepłych miesięcy, wyjazdy i wycieczki to jestem naprawdę bardzo usatysfakcjonowana, wdzięczna i szczęśliwa.

A Wy? Co ciekawego robiliście w ostatnich miesiącach? Spędzacie lato w mieście i na małych wycieczkach czy urlopujecie się na całego? 

Comments are closed.