Każdy ma swoją historię

Każdy ma swoją historię

Mam dzisiaj urodziny. Z tej okazji, chciałabym dać się Wam lepiej poznać. Miło jest w tym anonimowym Internecie nawiązać nić porozumienia. Jasne, pokazuję w Internecie jakąś część mojego życia, to co piszę, jest odzwierciedleniem moich przekonań i przemyśleń. Jednak dziś, z okazji urodzin chciałam napisać coś lekkiego, miłego do czytania, coś co pozwoliłoby Wam lepiej mnie poznać i zaprosić do dyskusji i opowieści. Ponieważ kończę dziś 24 lata, podzieliłam historię na 24 krótkie rozdziały, z których każdy, opowiedzieć ma nieco inną anegdotkę. Mam nadzieję, że Wam się spodoba – ale żeby nie było, że nie ostrzegałam. Będzie masa klarospamu – przeszukałam dysk zewnętrzny i znalazłam trochę śmiesznych zdjęć z przeszłości.

  1. Urodziłam się w słoneczną majową sobotę, jako pierwsze dziecko swoich rodziców. W tym czasie budowali oni dom, więc Tata spędzał większość dni na działce za miastem. Urodziłam się w czasach kiedy nie było telefonów komórkowych, toteż o moich narodzinach Tata dowiedział się grubo po fakcie, kiedy późnym wieczorem wrócił do mieszkania. Urodziłam się jako czarnowłose dziecko, kolor ten utrzymał się na moich włosach jakieś 2 miesiące. Imponującej długości niemowlęcy puszek został zastąpiony przez blond pukle.
  2. Tak. To ja w wieku 6 miesięcy. Cieszę się że moja rozkoszna pulpetowatość występowała li i jedynie w okresie niemowlęcym. 
  3. No dobra. Pulpetowatość odeszła w zapomnienie. Radość życia wciąż ta sama. Pozostał mi także zwyczaj wymachiwania rękami kiedy mówię i kiedy się cieszę. Możliwe, że to włoska część mojej natury. 
  4. Moje życie biegło sobie spokojnie, niewiele się zmieniało. Urodziła mi się się siostra, potem druga, a na końcu brat. Uważam, że rodzeństwo to najlepszy prezent jaki mogą nam dać rodzice. Kocham moje rodzeństwo, są bardzo mili i słodcy. Lubię spędzać z nimi czas, każdego dnia bardziej.
  5. Jak chodzi o moją historię, to na uwagę zasługuję poruszony już temat włosów. Przechodziłam przez wszystkie długości, co będziecie mogli zaobserwować w dalszej części wpisu.
  6. Od pulpeta, aż do pierwszej Komunii nie ścinałam włosów. Potem podcinałam. Na większe cięcie rodzice zgodzili się kiedy szłam do gimnazjum. Wyglądałam wtedy mniej więcej tak. Zdjęcie zrobił mi nasz nauczyciel angielskiego, który pasjonował się fotografią. Był to śmieszny Brytyjczyk, którego nazywaliśmy Uncle Smok. Raczej wątpię, żeby ten radosno-zamyślony wyraz twarzy był wynikiem mojej fascynacji angielskim, lub nauczycielem. Uncle Smok miał z 60 lat i był nieco nieogarnięty. Angielskiego nie lubiłam bardzo. Jako odskocznię miałam francuski, który jednak zdecydowanie przegrał z włoskim, którego zaczęłam się uczyć w drugiej klasie gimnazjum. 
  7. Jak to było z nauką włoskiego? Już opowiadam. Byliśmy z rodzicami na wakacjach we Włoszech. Byłam z siebie niesamowicie dumna, ponieważ udało mi się opanować trudną sztukę jeżdżenia na monocyklu. (Mam nadzieję że wybaczycie mi ten negliż) 🙂 Cieszyłam się że oto, posiadam umiejętność, której nie ma nikt inny w mojej rodzinie. Wyjątkowa czułam się przez jakieś dwa dni. Potem moja młodsza siostra także ogarnęła jak to się robi. Byłam trochę przybita, i wtedy mój Tata zaproponował, że jak chcę umieć coś wyjątkowego to mogę nauczyć się mówić po włosku. Wyzwanie zostało rzucone, zaraz po wakacjach zapisałam się na kurs. Dziś mówię całkiem biegle, pracuję jako wsparcie techniczne w tym języku.
  8. Wracając do mojej edukacji – gimnazjum wspominam niezbyt miło. Urosłam strasznie w 6 klasie, właściwie to rozmiaru jaki mam teraz. Byłam patykowata, zahaczałam się o wszystko i na dodatek miałam krótkie włosy, które naprawdę ciężko było ułożyć. 
  9. O ile na powyższej fotografii wygląda to jako – tako o ile poniżej… brak mi słów. Pozwólcie jednak że opowiem Wam historię stojącą za tą fryzurą. Swego czasu spędzaliśmy wakacje w domku w górach z moją całą rodziną. Było dużo dzieci, moje młodsze rodzeństwo i kuzynostwo. Jako najstarsza sprawowałam nad nimi opiekę, jednak ze skutkiem raczej marnym i bez większego autorytetu. Pewnego dnia wyjątkowo dawali popalić, a ja, z braku lepszego pomysłu powiedziałam, że jak zaraz się nie uspokoją to zetnę sobie włosy. Jak nietrudno się domyślić, to spowodowało dodatkowy wybuch wesołości i rozbrykania. Postawiona pod ścianą wzięłam w dłoń nożyczki do paznokci i obcięłam sobie spory kawałek włosów. Załamana, następnego dnia udałam się do fryzjerki, która przerobiła to na grzywkę, i uraczyła mnie taką oto fryzurą.Śmieszne było to, że układała się ona w różne strony. Zwykłam robić sobie z tego hece. Kiedy w szkole dogryzali mi z powodu niesfornej fryzury, jak odpowiadałam że układam ją w zależności od kierunku wiatru. No tyle muszę sobie przyznać. Zawsze miałam dystans do siebie.
  10. Włosy rosły z wraz z nimi moja pewność siebie. Większość życia spędzałam aktywnie, w górach, na nartach albo na rowerze. Razem z Tatą i Siostrą chodziliśmy na wycieczki, zdobyłam kilka stopni Górskiej Odznaki Turystycznej. Ach ten outfit „na grzybiarza” – dobry kalosz nie jest zły. 
  11. Jak chodzi o góry, to są one moją wielką miłością. Beskid Wyspowy uważam za jedno z najpiękniejszych miejsc na ziemi. Nie ważne w jakiej porze roku, zawsze prezentuje się zachwycająco. 
  12. Włosy rosły, pewność siebie też. Kiedy miałam 17 lat pomyślałam, że najwyższa pora znaleźć sobie męża 😀 No i znalazłam. I Internecie. Zalogowałam się na pewnym portalu randkowym, wpisałam moje kryteria, na pierwszym miejscu wyskoczył mi pewien człowiek. Spodobał mi się. Napisałam do niego. Umówiliśmy się. Zostaliśmy parą. Poprosił mnie o rękę. Pobraliśmy się. Całość trwała 4,5 roku. Niedługo stuknie nam dwa lata w małżeństwie. Ale zanim doszło do ślubu to poznawaliśmy się, jeździliśmy na rowerze i oglądaliśmy filmy. Pewnego dnia byliśmy na wycieczce w Ojcowie. 
  13. Innym razem pojechaliśmy do Jaworzna, do Jego rodziny. Zafundował mi przejażdżkę na karuzeli 😉
  14. Oglądaliśmy wiele ładnych miejsc, byliśmy na wielu wycieczkach z których mam dużo ładnych zdjęć. Które często są w fatalnej jakości, ale przecież, każdy chciał kiedyś mieć sesję zdjęciową w zbożu. Albo trawie. 
  15. A potem skończyłam 18 lat. Zdałam maturę i skończyłam liceum. Wydawało mi się że jestem bardzo dorosła i dojrzała. Teraz widzę że nie byłam. W każdym razie na pamiątkę liceum dostałam zdjęcie do legitymacji studenckiej, na którym moim zdaniem wyglądam jasno, niewinnie i miło. Ale to moje zdanie 🙂
  16. W międzyczasie, podczas przygotowań do matury zdałam na prawo jazdy oraz zostałam pomocnikiem Instruktora Narciarskiego. Do tej pory uważam to za swój największy sukces. 
  17. Cały sezon intensywnej jazdy na nartach sprawił, że nabawiłam się kontuzji i musiałam zrobić sobie przerwę. Przerwę, która trwała o wiele za długo. Ale góry zimą lubię bardzo, a Włochy uważam za najwspanialsze miejsce do szusowania. 
  18. Jak chodzi o Polskę i narty to dwa lata temu odkryłam biegówki. Zafascynowałam się nimi maksymalnie i wpisałam w poczet swoich ulubionych sportów. Kupiłam swój zestaw i jak tylko warunki pozwalają to wyskakuję na wycieczkę. Marzę o wyjeździe do Norwegii na trasy, a na razie zadowalam się Mogielicą i Turbaczem. 
  19. Cofnijmy się jednak kilka lat. Spotykałam się w moim Ukochanym Programistą i marzyłam o ślubie. Kiedyś nawet namówiłam go, żeby zrobił mi kilka „ślubnych” ujęć. Pomijając welon w różowe kropki wyszło chyba całkiem fajnie. 
  20. Oczywiście, w całej historii nie może zabraknąć wątku studenckiego. Czasami miałam dość, czasami byłam zafascynowana. Zostałam inżynierem fizyki medycznej i jak Bóg da na dniach zostanę magistrem mechatroniki. Na zdjęciu poniżej widzicie mnie, w przeddzień egzaminu z fizyki jądrowej. Nie wiem dlaczego, ale nauka do tego egzaminu jest jednym z moich najmilszych studenckich wspomnień. Byłam tuż po wyprowadzce z domu rodzinnego do domu studenckiego, na końcu drugiego roku studiów. Siedziałam w moim nowym pokoju, piłam kawę z cykorii, słuchałam muzyki i uczyłam się. Najlepiej.
  21. Niewiele po przeprowadzce zostałam narzeczoną. Historię naszych zaręczyn możecie przeczytać TU
  22. Kolejne miesiące upłynęły mi pod znakiem pisania pracy inżynierskiej, przygotowywania ślubu i bycia wolontariuszem Światowych Dni Młodzieży. Jeżeli chcielibyście poczytać o przygotowaniach do ślubu to zapraszam na mojego starego bloga. Byłam taką panną młodą na wesoło. Bez stresu. Zarówno podczas przygotowań jak i samej ceremonii. 
  23. Zdecydowanie był to wyjątkowy dzień. Od tego momentu razem patrzymy w tym samym kierunku. Uczymy się jak kochać w codzienności. Stawiamy na dobroć i uprzejmość, mamy dużo dobrych chwil i trochę trudnych, ale cały czas kąpiemy się w łasce Sakramentu. 
  24. A dziś? Zaczynam mój 25 rok życia. Już prawie ćwierćwiecze. Czasami czuję się dorosła – kiedy w garsonce przemierzam korytarze mojej firmy. Czuję się dumna z mojej kariery zawodowej – Senior IT Analyst jak dla mnie brzmi bardzo fachowo. Czuję ulgę, że już prawie koniec studiów. Czasami czuję się jak dziecko, kiedy z mężem się wygłupiamy, albo oglądamy śmieszne filmiki w Internecie. Czuję się kochana przez Męża i rodzinę i lubiana przez garstkę przyjaciół i masę znajomych. Uczę się kochania siebie, uczę się odpuszczania i sprawnego prowadzenia domu. Rozwijam się, cieszę się każdym momentem. Przede wszystkim jednak czuję ogrom wdzięczności za moje życie, za to że jestem tu gdzie jestem, zdrowa i otoczona wspaniałymi ludźmi. Z radosnym oczekiwaniem spoglądam w przyszłość, zastanawiam się co przyniesie mi kolejny rok, dziękuję za poprzednie lata i staram się żyć tu i teraz. 

Mam nadzieję że podobałam Wam się ta kompilacja ważnych i losowych momentów mojego życia i że poznaliście mnie troszkę lepiej. Nie jestem anonimowym twórcą z Internetu ale żywą osobą z własną historią. Każdy z nas ma wyjątkowe życie, które można opowiedzieć. Będzie mi bardzo miło, jeżeli zechcecie podzielić się ze mną swoją historią.

  • Magdalena Urbańska

    Wszystkiego najlepszego – niech to co najlepsze jest jeszcze przec Tobą!

Comments are closed.