Jesteśmy małżeństwem, i nic co ludzkie nie jest nam obce

Jesteśmy małżeństwem, i nic co ludzkie nie jest nam obce

Z okazji siódmego dnia kampanii internetowej organizowanej przez Mocem z okazji Międzynarodowego Tygodnia Małżeństwa 7 – 14 lutego przygotowałam wpis o tym, że nasze małżeństwo nie jest idealne. Jesteśmy ludźmi, i daliśmy sobie przyzwolenie na sporo luzu, póki jeszcze możemy.

Oglądając Internet łatwo możemy wyrobić sobie nieprawdziwy obraz życia. Dużo czasu zajęło mi zrozumienie, że większość pięknych zdjęć to stylizowane sesje a nie realne kadry z życia uchwycone między praniem a śniadaniem. Przyznaję, lubię bardzo oglądać takie zdjęcia, obserwuję kilka profili na Instagramie, które bombardują  idealnością. Czasami zainspiruję się, żeby troszkę poprawić nasze otoczenie, ale generalnie wyrabiam w sobie nawyk myślenia, że to nie jest prawdziwe.

Wydaję mi się, że nie jestem jedyną osobą na świecie, która odczuwa lekki wstręt do Internetowej rzeczywistości. Po zeszłorocznym Wielkim Poście mocno zrewidowałam listę tego, co obserwuję. Zaczęły mnie lekko irytować blogi, na których można było czytać tylko o pozytywnych aspektach rzeczywistości.

Ja rozumiem, że pozytywne nastawienie jest bardzo ważne, nie mniej jednak widzę ogromne niebezpieczeństwo jakie kryje się za idealizowaniem rzeczywistości. Pamiętam nieco młodszą siebie. Ja autentycznie wierzyłam, że niektórzy ludzi maja dokładnie takie życie jakie prezentują na blogu czy Instagramie. Nie wiem co miałam w głowie, ale naprawdę było to dla mnie bardzo bolesne, że nasze życie, które widzę jest tak dalekie od ideału prezentowanego w sieci. Potrzeba było ogromnego wysiłku Mojego Męża, i naprawdę wielu godzin rozmowy, żebym zrozumiała, że prawdziwie jest tylko to co tu i teraz, tylko to co jest między nami.

Miałam żal do Mojego Ukochanego o wiele rzeczy. Że nie chce ze mną nagrywać vlogów, że nie chce nauczyć się jedździć na nartach (może nie uwierzycie, ale wyniknął z tego naprawdę spory kryzys) czy nie czuje potrzeby podrasowania rzeczywistości w której żyjemy.

Mój mąż nauczył mnie, że nie wszyscy są powołani do zostania królami Internetu, że nie mogę czuć się gorsza, tylko dlatego, że nie mam popularnego bloga i mnóstwa obserwatorów. Ale najważniejsza lekcja jaką od Niego odebrałam, to ta, że nasze małżeństwo nie jest gorsze, dlatego ze nie nagrywamy wspólnie filmików o tym jak nam się żyje.

Teraz, kiedy to pisze, wydaje mi się to dziecinne, ale naprawdę, jeszcze kilka miesięcy temu potrafiłam płakać po obejrzeniu jakiegoś małżeńskiego vloga innej pary. Płakałam z żalu, że nasze małżeństwo nie jest takie piękne jak ich. Wydawałam osąd, kładłam ich za wzór, nie znając wycinka ich rzeczywistości większego niż ten, który zdecydowali się zaprezentować w 20 minutowym filmie.

Teraz już wiem, że jakości ludzkiego życia nie mierzy się ilością lajków i followersów. Ale, tym bardziej oglądając Black Mirror, widzę, że dużo ludzi może mieć podobny problem.

Teraz, kiedy potrafię już patrzeć bez zazdrości na vlogujące małżeństwa i pary, jest mi łatwiej w życiu. Udało mi się uodpornić na internetową rzeczywistość, ale wyobrażam sobie, jak wiele młodych dziewczyn cierpi, oglądając takie rzeczy. Widzę siebie z przeszłości i rozumiem ich ból. Nawet jeżeli reszcie świata wydaje się on dziwny i głupi.

Nasze życie jest bardzo ludzkie. Proza codzienności otacza nas znacznie częściej niż poezja idealności. Jesteśmy w okresie przejściowym. Niby już pracujemy, nareszcie mieszkamy tylko we dwoje, ale z drugiej strony nie mamy dzieci wymagających naszej opieki i możemy sobie pozwolić na „studenckie” życie.

Przyznaję, boli mnie trochę brak jakości w naszym życiu, ale rozumiem że teraz jest taki czas. Pracuję na cały etat, w weekendy studiuję, piszę pracę magisterską, ucze się dwóch języków, daje korepetycje, piszę, pływam i gram na pianinie. Dużo się dzieje, mam wielke parcie na rozwój. Kiedy mam chwilę, wolę porobić coś z Mężem niż sprzątać czy przygotowywać wymyślne dania.

I tak, brudne garnki opanowały naszą kuchnię, zdarza się często że jemy obiad z patelni. Moja twarz czuła na sobie maseczkę jakieś 5 mięsiecy temu, a model pracy magisterskiej zajmujący ponad połowę podłogi sprawił że udoskonaliłam się w lataniu.

Nasze życie jest wypełnione tym co nasze i ludzkie. Elektroniką mojego Ukochanego, moimi materiałami do BuJo, nutami, brudnymi ubraniami, zaschniętymi garnkami i praniem suszącym się przez tydzień.

Nie jesteśmy idelani, nie wyglądamy zbyt stylowo ani elegancko. Mamy niesforne włosy i uwielbiamy chodzić w dresach. Daliśmy sobie przyzwolenie na takie wyluzowane życie, kiedy jeszcze możemy sobie na to pozwolić.

Kiedyś dorosniemy, będziemy mieli dzieci, zaczniemy świecić przykładem i może zaczniemy częściej używać talerzy i elegancko się ubierać. Ale jeszcze nie teraz. Teraz jesteśmy młodzi, mamy inne priorytety i chcemy czerpać z życia to co najlepsze. Na zmywanie przyjdzie jeszcze czas.

 

  • Emilia Litwinko

    Nie lubię małżeńskich vlogów. Oprócz tego że w ogóle nie lubię vlogów 😛 a małżeńskich tym bardziej, bo już trochę lat w małżeństwie jestem i zwyczajnie mi to zgrzyta- nieautentycznością i zbytnim obnoszeniem się swoją „udaną” miłością i prywatnością. Może się komuś narażę przez to 😀 Ale jakoś bardziej przemawia do mnie świadectwo tych ludzi, których znam bezpośrednio.
    A z tymi dziećmi… nie łudźcie się, wtedy góra naczyń będzie jeszcze większa, a dresy jeszcze bardziej wynoszone:D Ale uwierzcie mi, że to będzie miało dużo mniejsze znaczenie niż to, że jesteście po prostu szczęśliwi. Serdeczności 🙂

    • Dzięki za te słowa. Cieszę że nie tylko ja tak mam. Co do góry brudów to się nie łudzę. Mam troje rodzeństwa młodszego, wiem jak jest 🙂

  • Aneta K

    Też się łapię czasem na tęsknocie do idealnego życia, chcę coś zmienić, a nie umiem powiedzie co. I tu mój mąż mi powtarza, że takie jest życie (które w gruncie rzeczy mamy udane). A przy małym dziecku najlepiej sprawdza się dres i ważniejsze staje się wyspanie nuż pucowanie okien na święta 🙂 Pozdrawiam 🙂

Comments are closed.